Chcesz mieć kłopoty w łóżku? Przeczytaj Pięćdziesiąt twarzy Graya!

Chcesz mieć kłopoty w łóżku? Przeczytaj Pięćdziesiąt twarzy Graya!

Wydanie w Polsce trylogii E.L James Pięćdziesiąt twarzy Graya zapoczątkowało nie tyle modę na literaturę erotyczną ile niemal narodową debatę na jej temat. Do księgarń ruszyły kobiety, za nimi mężowie i oczywiście chcący poznać podłoże zjawiska psychologowie/seksuolodzy. Jedna z marek odzieżowych postanowiła wykorzystać fenomen pana Graya i wypuściła linię bielizny funkcjonującą pod tą nazwą. Podobno sprzedawała się nad wyraz dobrze… Cóż… sama literacka erotyka nie jest niczym nowym. Tzw. momenty pojawiają się w literaturze z wyższej półki, możemy znaleźć je także w tzw. harlequinach czy po prostu w tanich powieściach pornograficznych. Dlaczego zatem Gray tak mocno nas poruszył, stając się światowym bestsellerem?
Fabuła książki nie jest szczególnie skomplikowana, język momentami woła o pomstę do nieba, wątki poboczne ograniczono właściwie do niezbędnego minimum. Motyw główny to historia młodej studentki Any, która w zastępstwie chorej koleżanki, zgadza się przeprowadzić wywiad z rekinem biznesu, niejakim Christianem Grayem. W czasie spotkania, niedoświadczona Ana w zasadzie co pięć zdań oblewa się rumieńcem i nie może oderwać oczu od boskiego macho. Następnego dnia przeżywa szok, gdy widzi Graya, który zaczyna ją adorować, aby wreszcie zaproponować perwersyjną, fascynującą, przerażającą erotyczną zabawę…. Tak, tak. Oczywiście, Ana, mimo wielu rozterek zgadza się i rozpędzona machina rusza…. Potem mamy już tylko opisy coraz to bardziej wymyślnych seksualnych gier, zabaw i udręk, swoistego połączenia porno, peep show, sado maso doprawionych nienormalną tendencją Graya do kontrolowania wszystkich i wszystkiego. To taka pornograficzne wydanie My Fair Lady. Tylko o wiele bardziej niebezpieczne i prymitywne.

Komu na pewno nie poleciłabym tego porno dla pań? Młodym dziewczynom, które niejednokrotnie próbują podebrać z półek Graya swoim matkom. Wyobrażenie seksualności oraz samego aktu miłości, które przedstawia autorka w tej książce jest nieprawdziwe a nawet zwyczajnie wynaturzone. Seks równa się tutaj chorej grze, niebezpiecznej zabawie zaprawionej suto przemocą. Nie ma miejsca na uczucia, bliskość bo trzeba wcielać się w głupie role, fotografować, nagrywać kamerką, używać zabawek o dziwnie brzmiących nazwach. Autorzy tego typu książek także ponoszą winę za sprymitywizowany obraz seksualności, którzy mają w głowach młodzi ludzie. Jeśli nie jest jak w Grayu – zbliżenie uznają za nieudane, do poprawki. Nie myślą przecież o tym, że bohaterowie są tylko wytworem wyobraźni pani James a ta nie ma chyba granic – całonocne pieprzenie, wymyślne pozy, odzierające z przyzwoitości zagrania to nie realna potrzeba a literacka fikcja! Nie zapominajmy, że seksualność kobiet rozpoczyna się około 13 – 14 roku życia, około trzydziestki osiąga szczyt trwający do 50 – 55 lat. Tak długi okres sprawia, że kobiety początkowo często funkcjonują seksualnie gorzej niż mężczyźni osiągający szczyt ok. 25 roku życia. Wyobraźmy sobie teraz, co czuje młoda dziewczyna, nawet narzeczona, gdy albo sama przeczytała Graya albo, co gorsza jej ukochany po tej lekturze wymaga całonocnych seksualnych przepychanek w kajdankach czy chce się wobec niej dopuścić niemal analnego gwałtu. Potworność. Od razu można rezerwować wizytę u seksuologa ale E. L. James raczej nam jej nie sfinansuje. A co z tymi, które chcą zachować dziewictwo do momentu ślubu? Odpadają w przedbiegach, bo przecież nie wiadomo, czy okażą się seksualnie na tyle sprawne, aby dosięgnąć literackich szczytów. Lektura tej książka powinna być ustawowo zakazana w przypadku młodych ludzi. Albo autorka powinna się dokładać do ich późniejszej terapii.
Największą grupę czytelniczek Pięćdziesięciu twarzy Graya stanowią kobiety ok. 40 – 55 roku życia. Są tzw. panie w średnim wieku, często znudzone swoim związkiem, szukające dodatkowych podniet. W ich przypadku Gray to powiew świeżości, możliwość zaspokojenia najskrytszych fantazji, które nie dotyczą sączącego piwo małżonka dopóki podniecona lekturą samica nie postanowi ,,zreformować” także swego związku. Warto przytoczyć w tym momencie fragment wypowiedzi seksuologa Andrzeja Gryżewskiego, który opowiadał jednej z dziennikarek: ,,jeden z moich klientów został zaproszony przez swoją żonę – po lekturze Graya – do sex – shopu! Nigdy w nim nie był. Mężczyzna po czterdziestce, odnoszący sukcesy biznesowe, ma kochanki, ale bez zobowiązań, spotyka się z nimi na wyjazdach integracyjnych. Życie seksualne z partnerką uważa za udane. Kupili więc żonie różowy wibrator w kształcie zajączka – miękki, fajny w dotyku. Zaczęli używać. I pozornie nic się nie zmieniło – kochają się tak samo często, oprócz tego używają wibratora – ale on ma poczucie, że proporcje zupełnie się odwróciły: że 10% jest seksu, a 90% to stymulacja wibratorem. Czuje się zazdrosny o ten wibrator. Kiedy żona zapytała go, jakie ma życzenie na święta, usłyszała – chcę usunąć wibrator z naszej sypialni!” .

A co kiedy kobiecie po lekturze Pięćdziesięciu twarzy Graya nie wystarcza tylko wibrator? Kiedy chce, aby mąż nagle stał się dominującym bogiem seksu, chlaszczącym ją po pośladkach skórzanym pejczem? Na ile to fantazja a może już spaczenie? E. L. James broni swojej książki, twierdząc, że napisała biblię wyzwolonej kobiety, opisała damskie fantazje. To zwyczajna bzdura, nadużycie! Owa biblia i opis fantazji bazuje na relacji opartej na zniewoleniu, perwersji, przekraczaniu niesmacznych granic. Kobieta staje się tu niemal przedmiotem w rękach opętanego rządzą samca! Momentami jest to zwyczajnie obrzydliwe i upokarzające. Niestety, trafia na podatny grunt, bowiem kobiety nie potrafią zachować po lekturze tej książki zdrowego obiektywizmu, chcą wszystko albo nic. A to rodzi patologie. Zaburzenia erekcji są jednym z najczęstszych problemów zgłaszanych przez mężczyzn seksuologom. Samcom trudno się pogodzić i sprostać wymaganiom kobiet. I nie chodzi tu o to, że kobiety nie mogą mieć żadnych seksualnych pragnień i fantazji, które są przecież naturalne. Chodzi o to, aby były one zgodne z dynamiką relacji, charakterem partnerów i przede wszystkim nie mogą być źródłem opresji wobec jednego z nich. A to model premiowany przez autorkę porno Graya.
Warto pamiętać też, że pani James to nie tylko pisarka ale także bizneswoman. Doskonale wiedziała jaką tematykę podjąć, aby zelektryzować świat, wskoczyć na listy bestsellerów. Czytając tę książkę warto mieć świadomość, że to komercyjna papka, która miała przede wszystkim powiększyć stan konta autorki. Gray nie jest sensownym poradnikiem, nie jest nawet dobrą powieścią erotyczną. To zlepek perwersyjnych opowieści dotyczących zwyczajnego, pozbawionego uczuć i głębszego sensu pieprzenia. Nawet nie seksu, tylko zwyczajnego pieprzenia. A kto z nas marzy o tym, aby się tylko pieprzyć?

 

1. Źródło: Wysokie Obcasy Extra, luty 2015, str. 79.