Ci z zasadami?

Ci z zasadami?

Ilu spośród nas zdarzyła się podobna sytuacja – zapchany tramwaj czy autobus, my wykończeni po pracy z wielką torbą zakupów. Jedynym marzeniem jest zdobycie wolnego miejsca, na którym moglibyśmy na chwilę zalec. Niestety… sprytni gimnazjaliści, licealiści czy nawet podstawówkowicze opanowali wszystkie wolne miejsca i nie w głowie im ustępowanie. Albo jeszcze inaczej – do środka komunikacji publicznej wsiada staruszka a wszystkich siedzących młodych ludzi nagle bardzo mocno zaczyna interesować to, co dzieje się za szybą bądź to, co wyświetla się na ekranach ich telefonów. Chciałoby się rzec, że kiedyś dżentelmeni byli, tylko brakowało miejsc a dziś odwrotnie – miejsca są, tylko dżentelmenów brak. Albo, że takie dzieci jakie czasy… Upadek obyczajów wśród młodzieży wieszczy się już od kilku dobrych lat – piją, przeklinają, palą, nie uczą się, nie chcą podejmować inicjatyw… to te najpopularniejsze z zarzutów. Warto zadać sobie pytanie czy we współczesnym świecie łatwo jest wychować dziecko na człowieka z zasadami.

Bez tabu w indywidualizmie

Żyjemy w świecie hołdującym modzie na indywidualistów, oryginałów, narcyzów. Już 4, 5 – letnie dzieci mają bardzo wysoką samoocenę podsycaną dodatkowo przez zakochanych w nich rodziców. Są niesztampowo ubrani, chodzą na dodatkowe zajęcia – uczą się chińskiego, malują na jedwabiu czy ćwiczą jogę. Boją się jednak konfrontacji z rzeczywistością, są zbyt dumni, żeby rywalizować. Rodzice zresztą skutecznie odsuwają od nich wszelkie niewygody i problemy, nie pozwalają im poznać goryczy porażki. Wychowują dzieci na ludzi chwiejnych – zatykających ,,pustkę”, budujących fasadę. Rodzice – obserwatorzy pędzącego świata chcą oszczędzić swoim pociechom wszystkiego, czego sami doświadczyli a co było dla nich trudnym doświadczeniem. Zapominają, że takie przeżycia kształtują jestestwo człowieka, wpływają na zasady, którymi kieruje się w życiu. 9 – letnia Ania, gdy dostanie złą ocenę, nie rozmawia z nauczycielką, nie kłóci się. Idzie spokojnie do domu, gdzie wpada w histerię przed zakochanym w jedynaczce tatą, którego łatwo zmanipulować. Dziewczynka krzyczy, że pani się na nią uwzięła, że inne dzieci są lepiej oceniane, że nauczycielka zmarnuje jej życie. Tata – po rozmowie ze szkolnym psychologiem już wie, że córka nim manipuluje, jednak i tak następnego dnia idzie do nauczycielski wykłócić się o ocenę. Szkoła jest prywatna, więc ta nie ma wiele do powiedzenia, ocenę poprawia. Ania wygrywa. Czego się nauczyła? Że załatwić da się wszystko, a cel uświęca środki.

Naprzeciw zasadom i normom wychodzi też bardzo popularna ostatnimi czasy moda na łamanie tabu. To nie tylko dorośli – szokując tym, co mówią (np. słynna propozycja debaty na temat legalizacji związków kazirodczych) i robią ale także coraz młodsze dzieci, obserwujące uważnie swych opiekunów. Młode dziewczyny licytują się, która bardziej przekroczy granice – np. umieszczają w sieci swoje nagie zdjęcia czy proponują kolegom seks za pieniądze. Psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak twierdzi: ,,z upodobaniem czytam wypowiedzi różnych doradców od wychowania, którzy zgodnym chórem radzą, by rodzice takich dziewczyn nie byli nadmiernie opresyjni i przyjmowali rzecz ze zrozumieniem. No i super, też jestem za zrozumieniem i w ogóle za tym, żeby być fajną osobą. Ale jest problem, bo co konkretnie rodzice mają powiedzieć takiej nastolatce? Jak mają nazwać to COŚ, skoro z naszej kultury całkowicie wyrugowano pojęcie, że coś jest nieprzyzwoite? I biedni doradcy wiją się, bo im bardziej ich przeraża to, co jest istotą sprawy, tym więcej gadają o tym, w czym się czują najpewniej, czyli że rodzic nie może być niemiły, bo mu się dziecko wrażliwe załamie”. Współczesna kultura stawia więc rodziców między młotem a kowadłem – z jednej strony przeklinająca, wyuzdana, bezczelna nastolatka, która jest ich córką a z drugiej strach przed tym, że ostrzejsze metody wychowawcze, postawienie niezbywalnych granic wpłynie na całkowite zerwanie kontaktu, odgrodzenie się dziecka od ,,starych zgredów”. Dzieciom Facebooka, Instagrama, SnapChata trudno jest wytłumaczyć znaczenie słowa tabu oraz granica, bo świat, w którym funkcjonują wciąż namawia je do łamania i przekraczania jednych i drugich. Wystarczy wspomnieć małżeństwo Terlikowskich starających się wychowywać swoje dzieci zgodnie z normami chrześcijańskimi – w Internecie uznawani są za ciemnogród, katoli, średniowiecznych półgłówków. Albo przykład matki, która zdecydowała, że jej dzieci nie będą miały konta na Facebooku – musiała się w końcu ugiąć, bo dzieci zostały wykluczone z kręgu rówieśniczego jako te ,,inne”.

Względność reguł

Już bardzo małe dzieci otrzymują komunikat, że wszelkie reguły są względne, każdą można zakwestionować, bo ci, którzy je wymyślili nie byli przecież jakimiś geniuszami. Każdy ma prawo, ba nawet obowiązek, aby walczyć o własne szczęście, realizować własne pragnienia. Zaczyna się od tego, że gdy 7 – latek nie chce posprzątać pokoju, skutecznie zbija argumenty mamy o bakteriach – masz problem z alergią, to sama posprzątaj. Babcia chce, aby ustąpić jej miejsca w tramwaju – przecież ja też zapłaciłem za bilet, niech więc jeśli chce siedzieć, przesiądzie się do pojazdu, gdzie jest więcej wolnych miejsc! Walczyła w Powstaniu Warszawskim? Chciała, to walczyła. Czy to moja sprawa? Młodych ludzi uczymy wierzyć, że to, co ich zdaniem dobre dla nich, jest naprawdę w porządku. To bardzo wygodne i zwodnicze ale też skuteczne.

Można mówić o dwóch porządkach etycznych – tym opartym na empatii oraz drugim, związanym z regułami. Gdy dziecko sięga po słodycze przed obiadem a jego mama kategorycznie stwierdza: ,,Nie wolno” – mamy do czynienia z odniesieniem do reguł. Kiedy rodzicielka rozdzierającym głosem informuje dziecko: ,,Nie jedz słodyczy przed obiadem bo mamusia będzie płakała” odwołuje się do jego empatii. Nadużywanie jednego i drugiego porządku ma swoje konsekwencje, jednak bez reguł nie może istnieć dobre wychowanie – młody człowiek szantażowany emocjonalnie prędzej czy później się zagubi. Znów domy, w których zasady są niezbywalne, stalowe często określane są mianem zimnych, nieprzystępnych. Bardzo trudno jest współczesnym rodzicom cyrkulować tak, aby zachować zdrową równowagę.

Czy łatwo jest wychować dziecko na szczęśliwego człowieka z zasadami? Zdecydowanie nie. Utrudnia to współczesny świat i kierunek, w którym zmierzamy – często eliminujemy to, co wymaga od nas wysiłku, walki z samym sobą. Warto jednak spróbować odpowiedzieć sobie na jeszcze jedno pytanie – czym skończy się dla młodego człowieka funkcjonowanie w świecie bez zasad?

Cytowany już psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak odpowiada na nie tak: ,,(młody człowiek) czuje się udręczony. Zadaje sobie pytania: co właściwie jest dobre? Skąd mam wiedzieć, skoro nie ma żadnego kryterium? Kiedy mogę być z siebie dumny, skoro nic nie jest lepsze niż cokolwiek innego? Czy kogoś w ogóle obchodzi, co ja zrobię? Czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? Bierze żyletkę i tnie się. Ból. To jest konkret. Wreszcie wiem, że jestem. Albo przestaje jeść. Same kości zostają. O, proszę, wreszcie coś rzeczywistego. Jakaś jasno zarysowana granica. Granice są potrzebne.”

A co Wy sądzicie na ten temat? Piszcie koniecznie!