Dopalacze - dokąd zmierzamy?

Dopalacze – dokąd zmierzamy?

Pomysł przechrzczenia dopalaczy na narkotyki może przynieść niepowetowane szkody. Ostatnie zajścia z Mocarzem i innymi substancjami psychoaktywnymi sprawiły, że cała Polska zajęła się tym skrzętnie zamiatanym pod dywan tematem. Problemem nie tylko wielu polskich nastolatków ale także osób dorosłych. Przykre, że w naszym kraju wciąż robi się coś, gdy już rozleje się mleko, szuka się rozwiązań, gdy pojawiają się ofiary śmiertelne.

W przeprowadzonym w 2011 roku przez Instytut Psychiatrii i Neurologii badaniu ESPAD 10,5% uczniów trzeciej klasy gimnazjum i 16% uczniów drugich klas szkół ponadgimnazjalnych przyznało, że używało bądź miało styczność z dopalaczami. W przeprowadzonym w roku 2014 sondażu Eurobarometru 9% 15 – 24 latków zadeklarowało styczność z dopalaczami. Statystyki szokują, tak jak działania polskiego rządu, który zwyczajnie zmitrężył szansę na wprowadzenie jakichkolwiek sensownych rozwiązań systemowych – a miał na to bagatela kilka dobrych lat. Politycy działają jakby w myśl zasady – nie ruszaj bo jeszcze zacznie śmierdzieć. Dość wspomnieć, że sprawa pierwszego ,,króla dopalaczy” Dawida B. oskarżonego m. in. o ,,sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia innych osób przez sprzedawanie dopalaczy” wlecze się od 5 lat a jej końca nie widać. Handlarz z Katowic mógł wpłacić kaucję w wysokości 10 tyś. złotych, aby wyjść na wolność i odpowiadać z wolnej stopy. Przeraża fakt, że obywatele nie mają realnego wpływu na to, co dzieje się w ich państwie w podobnych sytuacjach – oglądają absurdalny spektakl, w którym politycy obrzucają się błotem z czego korzystają jedynie przestępcy. Konsekwencje ponoszą uzależnieni i potencjalnie uzależnieni, zwykle nastolatki. Sytuacji nie poprawia fakt, że w Polsce nie istnieje jakikolwiek zintegrowany system informacji toksykologicznej, który pozwalałby stwierdzić jaką konkretnie substancją odurzony jest przywieziony na SOR pacjent oraz przetwarzać informacje na temat konkretnych dopalaczy.

W zachodniej Europie takie systemy to podstawa w leczeniu osób zażywających substancje psychoaktywne. U nas, kiedy zatruty trafia do szpitala, lekarze przeprowadzają wywiad z nim albo osobą, która go przywiozła – opierają się na tym, co usłyszą. Zwykle podaje się więc takiemu choremu metabolity, mające wypłukać truciznę. Nastolatek raczej nie posiada informacji, czy przyjęta przez niego substancja to alpha- pvp czy trutka na myszy. Lekarze błądzą niczym dzieci we mgle, opierając się głownie na własnym doświadczeniu i zdrowym rozsądku.

Kiedy kilka lat temu zamknięto sklepy z dopalaczami oraz zmieniono ustawę o narkomanii, można było mieć nadzieję, że problem zostanie rozwiązany a liczba zażywających substancje psychoaktywne realnie spadnie. Początkowo tak też się stało. Dopalacze zyskały status półlegalny w zestawieniu z narkotykami za których produkcję, handel i posiadanie groziły i grożą kary więzienia. Niestety urzędnicy na tym poprzestali – na nowelizację i poszerzenie listy substancji zabronionych o kolejnych 114 pozycji trzeba było czekać aż do teraz! Szmat czasu, jeśli wziąć pod uwagę szybkość powstawania kolejnych wzbogacanych o coraz to nowe składniki dopalaczy. Zresztą jak daleko może nas zaprowadzić sprowadzanie tej sprawy jedynie do rozdymania listy substancji zakazanych? Już w trakcje delegalizowania jednej substancji, opracowywana jest kolejna, której na liście zakazanych nie ma. Nikt nie może zarzucić urzędnikom, że nic nie robią – jednak wszyscy mamy świadomość, że ich poczynania są bezskuteczne, prowizoryczne.

O pomstę do nieba woła także system zwalczania handlu dopalaczami w sieci. Niby jest a jednak go nie ma. W zasadzie każdy nastolatek jest w stanie zamówić substancje psychoaktywne w sieci. Musi tylko znać podstawy ,,branżowego” języka. Jest w czym wybierać: ,,Czeszący Grzebień” – 50 złotych ( do palenia, intensywnie zielony, ,,masz po nim tysiąc myśli na sekundę, wszystko rozkminiasz”), ,,Superman” i ,,Gwiazda Dawida” – ok. 15 złotych (na bazie LSD, ,,mocno ryją banię”). Młodzi użytkownicy na swoich forach umieszczają cennik, instrukcję obsługi, wymieniają ewentualne skutki uboczne. Jak kupują? Na akcjach. Można np. kupić bluzę z podwójną podszewką a towar jest wszyty pod metkę bądź pod tę podszewkę właśnie. To nie film science fiction a rzeczywistość otaczająca nasze dzieci.

Nie damy rady dopalaczom jeśli nie wdrożymy wielostronnego systemu ich zwalczania: począwszy od ustawodawstwa na działaniach prewencyjnych skończywszy. Należy wysupłać 2 miliony potrzebne na stworzenie zintegrowanego systemu informacji toksykologicznej.

W przeciwnym razie walka z dopalaczami będzie jedynie syzyfową pracą. Oczywiście, to miło, że rząd wypuścił spot przeciwko dopalaczom (https://www.youtube.com/watch?v=M99FzyJNP50), jednak należy pamiętać, że to tylko działanie mające poprawić nadszarpnięty wizerunek w gorącym okresie przedwyborczym, kropla w morzu potrzeb. Potrzebujemy sensownego programu, z którym specjaliści wejdą do szkół, szkoleń dla rodziców, ogólnopolskich akcji społecznych. Niech do głosu dojdą ludzie, którym dopalacze zniszczyły życie, odebrały młodość i zdrowie. Wprowadzanie kolejnych ustaw to zamiatanie problemu pod dywan, bo życie i zmyślność dilerów zawsze wyprzedzą ustawodawstwo.

Należałoby zastanowić się także nad problemem dopalaczy w szerszym aspekcie – młodzież, która je zażywa zwykle zamieszkuje niewielkie miasta i wsie. W Łochowie na Mazowszu, powiat węgrowski, na siedem tysięcy mieszkańców bierze lekko licząc, ze sto osób. Gimnazjaliści, licealiści, uczniowie technikum, pracujący do 25 roku życia. Kupują, nie zastanawiają się nad konsekwencjami. W latach 80. ulice polskich miast pełne były ściganych przez władze punków głoszących swoje ,,no future”. Być może to poczucie ,,żadnej przyszłości” jest dziś doświadczeniem tych młodych ludzi, którym głowy nabija się telewizyjną papką, którzy nie mają autorytetów, bo nie potrafią ich nawet szukać, są rozleniwieni i roszczeniowi a dopalacze pozwalają im na chwilę zapomnienia, dają poczucie wyjątkowości. Być może w propagandzie sukcesu, której hołduje nasz rząd nie ma miejsca na taką diagnozę, tym bardziej jednak powinniśmy się nad jej sensownością zastanowić. Życie każdy z nas ma tylko jedno, podobnie nasze dzieci…