Feminizm … nie dziękuję!

Feminizm … nie dziękuję!

Na pytanie o skojarzenia z feminizmem w polskim wydaniu odpowiadamy: wigilijna aborcja Katarzyny Bratkowskiej, Kazimiera Szczuka całująca w rękę mężczyznę, zadymy wokół corocznych Manif, walka o parytety, czy wreszcie niedawna awantura między Kingą Dunin a Ignacym Karpowiczem (zarzucał carycy polskiego feminizmu seksualne wykorzystywanie go za pieniądze). Bądźmy szczerzy – feminizm nie ma w naszym kraju pozytywnego wizerunku a winne temu są niestety… same feministki!
Kiedy w roku 1405 Francuzka Christine de Pisan wydała książkę Skarb Miasta Kobiet, w której nawoływała kobiety, aby przeciwstawiały się męskiej dominacji raczej nie przypuszczała, że kiedyś owa walka zaprowadzi niewiasty niemal na barykady. Podobnie, wojująca w dwudziestoleciu międzywojennym o świadome macierzyństwo Irena Krzywicka pewnie nie przypuszczała, że ruch zmierzający do wyzwolenia kobiet w końcu rozsadzi sam siebie.

Prawdą jest, że gdyby nie walka feministek nie mogłybyśmy dziś studiować, pracować, głosować czy nawet poruszać się bez przyzwoitek. Nie miałybyśmy możliwości samostanowienia o sobie. Dlaczego jednak współczesne polskie feministki zamiast wykorzystywać swoje wpływy i tym samym pozytywnie wpływać na życie współczesnych Polek, tracą czas na jałowe spory i duszenie się w niestrawnym sosiku? Czy feminizm się skończył czy może w naszym kraju trafił na niepodatny grunt?
W dyskurs feministyczny były i są zaangażowane w Polsce głównie kobiety wykształcone – humanistki. W swoich pracach analizowały literackie wizerunki kobiet, rozważały ich rolę w kulturze. Ich erudycyjne, napisane nieprzystępnym językiem prace dostępne były niewielkiemu, hermetycznemu gronu. W jaki bowiem sposób gospodyni domowa spod lubelskiej wsi miała się odnieść do tematyki kobiecych masek, czy seksualizacji kobiecego wizerunku w literaturze? W żaden, oczywiście.

A to co interesowało ową domową gospodynię – możliwość poprawy jej sytuacji, wysłania dziecka do przedszkola czy żłobka w żaden sposób nie interesowało feministek. Ich działania przez długi czas były sztuką dla sztuki, nie miały realnego wpływu na życie polskich kobiet. A problemów, którymi mogłyby się zająć było i jest wiele. Gdzie były i czym się zajmowały córy Simone de Beauvoir, kiedy zamykano 70% polskich żłobków? Co się z nimi działo, kiedy zniesiono tzw. fundusz alimentacyjny i tysiące samotnych matek zostało bez środków do życia? Walczyły o legalizację aborcji ale nigdy nie zainteresowało ich, dlaczego ciężarne kobiety wolą korzystać z usług prywatnych ginekologów, czy z jakiego powodu tyle Polek umiera na raka szyjki macicy, kiedy np. w Szwecji choroba ta została całkowicie wyeliminowana. Podobnie Kongres Kobiet, z którego powstania polskie feministki były tak bardzo dumne – tworzą go kobiety ustosunkowane, którym udało odnieść się sukces. W swoich wystąpieniach używają tylu ogólników, skupiają się na tak ,,nieżyciowych” problemach, że z uczestnictwa w tym przedsięwzięciu zrezygnowała Henryka Krzywonos – Strycharska. Co korzystająca z usług ,,pewnej pani do sprzątania” Magdalena Środa bądź prezes konfederacji Lewiatan Henryka Bochniarz mogą wiedzieć o życiu polskiej kobiety w małego miasta, gdzie bezrobocie sięga 30% a przemoc domowa jest na porządku dziennym? Raczej niewiele. Taka świadomość zniechęca do feminizmu bardziej niż coniedzielne kazania księdza proboszcza. A zwyczajne zdenerwowanie budzi fakt, że ktoś twierdzi, że walczy o nasze prawa a tak naprawdę nie wie, czego potrzebujemy. Polskie feministki to kolejny salon polityczny, wpływowy mainstreman niestety całkowicie oderwany od naszego codziennego, kobiecego życia.

HISTORIA FEMINIZMU W PIGUŁCE
we canNa przełomie XIX i XX wieku amerykańskie i angielskie kobiety – zwane sufrażystkami rozpoczęły działania na rzecz zniesienia dyskryminacji ze względu na płeć. Chciały przede wszystkim, aby kobiety miały realny wpływ na to, co dzieje się w ich kraju w czym miało im pomóc zdobycie praw wyborczych, poprawa ekonomicznych warunków życia oraz wieloaspektowa reforma prawa rodzinnego. TO PIERWSZA FALA FEMINIZMU.  Pierwszym państwem, które przyznało kobietom prawa wyborcze (1893 rok) była Nowa Zelandia. Kolejny kobiecy zryw zwany DRUGĄ FALĄ FEMINIZMU miał miejsce w latach 60. XX wieku, kiedy to okazało się, że prawa, które uzyskały kobiety są niewystarczające. Ówczesne feministki chciały, aby kobiety mogły podejmować pracę zawodową, porzucać ,,karierę kury domowej” oraz legalnie dokonywać aborcji. TRZECIA FALA FEMINIZMU trwa do dziś od lat 80. XX wieku. Feministki zajmują się gender, czyli tzw. płcią kulturową, rolą kobiet we współczesnym społeczeństwie, różnorodnością kobiecych doświadczeń. Na wielu uczelniach wyższych utworzono kierunki związane z tym nurtem.

Niemal nową Amerykę odkryła Agnieszka Graff, kiedy po urodzeniu dziecka postanowiła zostać z nim w domu. To doświadczenie pozwoliło jej odkryć jak jednowymiarowy, teoretyczny jest feminizm. Poczuła na własnej skórze, co znaczy być kurą domową, z czym wiąże się wychowanie potomstwa przy braku jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa. Kiedy zaczęła o tym głośno mówić, niegdysiejsze koleżanki feministki uznały, że… jej odbiło. Liderki polskiego feminizmu nie są zainteresowane jak widać głosem ludu. Lista podejmowanych tematów jest ściśle określona. Dlatego tak wiele kobiet wierzących jednak w wyzwolenie kobiet, siłę kobiecości i widzących potrzebę reformowania naszego kraju w kwestiach związanych właśnie z płcią piękną tworzy coś na kształt prywatnych feminizmów. Na blogach, czy w mniejszych fundacjach organizuje się akcje dające realne korzyści – np. nawołujące do budowy podjazdów dla wózków, aby kobiety nie musiały ich dźwigać po schodach. Mało ale chyba jednak równocześnie wiele.

Niestety, wywalczone przez naczelne polskie feministki parytety nijak przełożyły się np. na wyrównywanie płac kobiet w Polsce, czy ich ochronę w czasie, kiedy przebywają na macierzyńskich. Henryka Bochniarz jakoś nie podejmuje tego tematu – czyżby nie wiedziała ile kobiet zostaje wyrzuconych z pracy w czasie, gdy opiekują się nowonarodzonymi dziećmi? A może ten temat jest trochę niewygodny, bo godzi w przedsiębiorców? Takie przypadki można by wymieniać bez końca. Jedno jest jednak pewne – feminizm w wydaniu erudycyjnym, naukowych jest w naszym kraju bezużyteczny. Jego odbiorczyniami może być bardzo niewielka grupa kobiet. Nam potrzeba ruchu z prawdziwego zdarzenia, osób, które zajmą się realnymi problemami realnych kobiet. Mnie bowiem bardziej interesuje dlaczego w naszym kraju pampersy są obłożone tak wysokim podatkiem niż to jakie kobiety wdziewały maski w literaturze XIX – wiecznej? A jak jest z Wami drogie Panie?