Kilkusekundowa sława, miłość – Snapchat i Tinder

Kilkusekundowa sława, miłość – Snapchat i Tinder

Kilka dni temu wszystkie plotkarskie serwisy w kraju zelektryzowała informacja o kilkunastu młodych polskich modelkach, które próbując robić karierę na Instagramie znalazły ,,wspaniały” sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy. Na zaproszenie bogatych biznesmanów latały do Dubaju, gdzie świadczyły nie tylko usługi seksualne ale także zabawiały panów zjadaniem ich odchodów! Ot taka koprofagia… za sowitą opłatą. Podobno zgarniały kilkadziesiąt tysięcy dolarów za każdą taką wyprawę. Brzmi przerażająco, obrzydliwie? Wszakże Internet daje nam nieograniczone możliwości korzystania z wszelakich aplikacji i serwisów, co sprawia, że niektórzy szybko wpadają na przedziwne pomysły…

Snapchat to jedna z najgłośniejszych aplikacji ostatnich miesięcy. Właściciel Facebooka chciał zapłacić za nią bagatela 3 miliardy dolarów, jednak właściciele Snapchata odrzucili tę ofertę! Musieli mieć ku temu powody. Aplikacja jest bardzo prosta. Użytkownik, który zainstaluje ją na dowolnym urządzeniu elektronicznym ma do wyboru kilka opcji: może zrobić zdjęcie, nagrać krótki filmik lub stworzyć niewielkie zdjęciowe story. Efekt jego działań dostępny jest dla innych przez 3 sekundy. To domyślny czas publikacji treści – można jednak go zmienić wedle własnego uznania. Ta prosta aplikacja ma już 100 milionów aktywnych użytkowników, którzy robią 700 milionów zdjęć dziennie! Krótki czas dostępności zdjęcia działa na wyobraźnię wielu osób, dla których niezłą zabawą stało się robienie a następnie publikowanie np. swoich nagich fotek czy nagrywanie stosunku seksualnego. Na jednym z forów użytkowniczka Snapchata radzi żonie, która narzeka, że mąż się nią nie interesuje i nie wie, co z tym począć: ,,zakładasz konto na Snapchacie, wbijasz się w kurewską bieliznę, pstrykasz sobie kilka fotek i udostępniasz mu je w czasie, kiedy np. siedzi w robicie. Fotki po chwili znikną ale jego napalenie już nie, polecam!!!”. Pod tym postem widnieje kilkadziesiąt kolejnych z pomysłami, co jeszcze można zrobić, często z użyciem właśnie tej aplikacji.

Snapchat rozbudza wyobraźnię także wielu młodych ludzi. Co prawda, aby zostać aktywnym użytkownikiem i móc założyć konto trzeba mieć skończonych 13 lat, jednak młodzi ludzie są dziś bardzo pomysłowi i skutecznie potrafią ominąć tę zasadę (proszą np. o założenie konta starsze rodzeństwo bądź znajomych, niekiedy konta zakładają im sami rodzice – nieświadomi zagrożeń płynących z używania tej aplikacji). Sexting – wysyłanie wiadomości o charakterze erotycznym to tylko jeden ze sposobów wykorzystywania aplikacji przez nastolatków. Przekonanym o tym, że zdjęcie zniknie po kilku sekundach i nie będzie krążyło po sieci całkowicie puszczają hamulce – dziewczęta fotografują się nagie, w wyzywających pozach. Panowie przesyłają fotki penisów we wzwodzie, aby udowodnić ewentualnym partnerkom seksualnym, że zostali hojnie obdarzeni przez naturę. Przeświadczenie o ulotności tego typu wiadomości zwalnia nastolatki z myślenia, pozwala przekraczać kolejne granice eksperymentowania ze swoją seksualnością, która staje się towarem medialnym. Właściciele Snapchata nauczyli się zresztą wykorzystywać tę sexłatkę, przypiętą ich aplikacji – uczynili z niej dźwignię reklamy. Na Snapchacie po prostu trzeba mieć konto tak jak na Facebooku! To kolejna moda! Trzeba pokazać coś nowego i ekscytującego – przekraczanie kolejnych granic zapisane jest zatem w samej idei aplikacji. Snapchat służy także do zawierania nowych znajomości – o niebezpieczeństwach z tym związanych napisano już setki artykułów i prac, jednak niewielu ludzi wyciągnęło z ich lektury wnioski. 90% nastolatków nie widzi nic złego w poznawaniu ludzi za pomocą Internetu. Nie boją się, że może ich spotkać coś złego, że mogą paść ofiarą przestępstwa. Do takiego stanu rzeczy przyczyniają się same portale społecznościowe, które kreują wizję sieci jako bezpiecznej i otwartej na każdego. Dopiero wybuchające raz na jakiś czas afery dotyczące wykorzystywania młodych ludzi w sieci czy rozpowszechniania pornografii na nowo pozwalają rozgorzeć dyskusjom dotyczącym bezpieczeństwa w Internecie. Szybko jednak się kończą i machina działa jak wcześniej. Kolejnym problemem jest to, że dorośli nie nadążają za młodymi – nie mają pojęcia do czego służą aplikacje zainstalowane na tabletach czy telefonach ich pociech. Cieszą się, że dzieci mają znajomych, spełniają się w sieci. Nie szukają informacji, nie zgłębiają problemu aż do momentu, gdy stanie się coś złego. Pokazuje to jak ważna jest edukacja dorosłych, rozpowszechnianie prawdziwych informacji na temat nowych aplikacji i serwisów.

Tinder to kolejny sieciowy hit. Aplikacja ta połączona z facebookowym kontem sama znajduje osoby, które znajdują się w okolicy i które mogą nas zainteresować! Według jej twórców poznawanie ludzi nigdy nie było tak proste! Jeśli jesteśmy zainteresowani zawarciem znajomości z daną osobą przesuwamy ekran w prawo, jeśli jesteśmy na ,,nie” idziemy w lewo! Jeśli hipotetyczny przyszły znajomy także nas zaakceptuje – mamy połączenie i możemy porozmawiać! Ocena innych opiera się oczywiście na wrażeniach wizualnych – jednak twórcy twierdzą, że w rzeczywistości znajomości zawieramy w ten sam sposób. Wygląd się liczy. Zdjęcia, które zamieszczają użytkownicy są zatem pozowane, wylansowane, często wręcz niesmaczne. Wiele osób szuka po prostu partnera na szybki numerek! To trochę taki internetowy dom schadzek. Twierdzenie, że związek można budować poprzez zaakceptowanie czyjegoś zdjęcia a następnie rozmowę w sieci jest czystym idiotyzmem, kreowaniem kolejnego mitu. Wirtualna rzeczywistość nigdy nie będzie realnym światem i trzeba o tym pamiętać. Aplikacja nie zastąpi nam dotyku, spojrzenia, tembru głosu, czy zapachu. Jest narzędziem do bezceremonialnego oceniania wyglądu, zewnętrza! Kreuje przekonanie, że człowiek to jedynie wylansowane opakowanie. A młodzi ludzie to łykają. Są zafascynowani, bo przecież ich życie w 90% toczy się właśnie w sieci. Ciężko poznać im kogoś nowego w realu? Wystarczy wejść na Tindera i po 10 minutach będą mieli do wyboru kilkanaście osób z tej samej okolicy – dobranych przez aplikację, gotowych na wszystko! To trochę jak w świecie kreowanym u Orwella czy Wellsa… niestety nastolatki nie potrafią krytycznie ocenić tego typu aplikacji, są one naturalnym składnikiem ich życia, systemu wartości. Relacje międzyludzkie bardzo się zmieniają, wielu młodych nie widzi problemu w zawieraniu przypadkowych, podejrzanych znajomości. Nie zakładają, że związek jest czymś trwałym, wolą intensywne numerki bez zobowiązań. Co wy sądzicie o tych aplikacjach? Czy świat będzie już tak wyglądał? Czy się otrząśniemy?