Konkubinat końcem małżeństw?

Konkubinat końcem małżeństw?

Na kocią łapę

Słowo konkubinat budzi negatywne skojarzenia. Przywodzi na myśl środowiska patologiczne, przemoc domową, alkohol, niestałość. Jakiś czas temu zastąpiliśmy więc przykry konkubinat o ile lepiej brzmiącym związkiem partnerskim. Wedle definicji przez związek partnerski rozumie się  dwie osoby żyjące w tym samym gospodarstwie domowym, które nie zawarły ze sobą związku małżeńskiego, ale wzajemne relacje tych osób są natury małżeńskiej.

Niby nic nowego, przecież w latach 60., w dobie rewolucji dzieci kwiatów ludzie żyli w tzw. komunach, gdzie nieformalnie związki nie kończyły się na 2 osobach – bywało ich w takiej relacji nawet kilkanaście. Praktycznie w każdej rodzinie jest ciocia czy wujek, którzy żyją ze swoim partnerem na tzw. kocią łapę. Jednak jest coś takiego w związkach partnerskich, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie, co wywołuje wciąż nowe, burzliwe dyskusje. Otóż, związki partnerskie wypierają powoli tradycyjny model małżeństwa. Na naszych oczach trwa rewolucja. Młodzi ludzie tłumaczą, że żyją w niepewnym świecie – jednego dnia mają pracę, drugiego nie, umowy śmieciowe podkopują wiarę w możliwości utrzymania rodziny a to wszystko przekłada się na podejście do związków. Polska jest krajem wciąż tradycyjnym – w wielu rodzinach ślub bez wesela jest nie do pomyślenia a gdy brak na nie pieniędzy, młodzi wolą żyć w związku nieformalnym. Znów osoby dojrzałe, po tzw. przejściach często nie chcą kolejny raz przechodzić przez horror ewentualnego rozwodu. Jeśli dochodzi do rozstania w konkubinacie – każdy zabiera, co jego i idzie swoją drogą. Tak jest łatwiej.

Warto zadać sobie zatem pytanie, czy związki partnerskie są lepszym rozwiązaniem niż tradycyjne małżeństwo uświęcone przed Bogiem bądź zawarte w Urzędzie Stanu Cywilnego? Weźmy pod uwagę kilka kwestii.

Ślub – życie – rozwód

Pierwszym argumentem wolnozwiązkowców jest właśnie fakt, że nie wszyscy wierzą, nie wszyscy chcą sobie przyrzekać miłość do grobowej deski przed księdzem. Żyjąc na kocią łapę nie są skrępowani słowami małżeńskiej przysięgi.

Ale przecież niechętni kościołowi, mogą udać się do USC. Ślubu udziela wtedy urzędnik państwowy. Związek można postrzegać w wymiarze romantycznym – jesteśmy wtedy jednak narażeni na wielkie rozczarowania, kiedy relacja kończy się i z owego podejścia niewiele zostaje, ukochany człowiek przestaje być rycerzem na białym koniu bo zmienia się w komornika liczącego każdy nasz grosz. To przykre, wiadomo. Ale jeszcze bardziej przykry jest fakt, że nieskrępowanie przysięgą małżeńską, owa wolność zaczyna działać na naszą niekorzyść. Konkubenci są bowiem w świetle prawa polskiego obcymi ludźmi. Jak udowodnić, co należy do mnie a co do byłego już partnera. Niejednokrotnie problemem jest podział ruchomości, nie mówiąc już o opiece nad ewentualnymi dziećmi. Bądźmy realistami, to jakim naprawdę jest człowiek okazuje się właśnie w czasie rozstania. A niestety niewielu z nas potrafi się rozstawać w białych rękawiczkach bądź choćby przyzwolicie. Fora internetowe puchną od wpisów zdesperowanych kobiet, którym byli partnerzy chcą odebrać wszystko. Działa to też odwrotnie – mężczyźni są załamani faktem, że dzieci w razie rozstania pozostają przy matkach, które ograniczają ojcom kontakty z pociechami jak tylko mogą. Jest to zemsta, która rykoszetem odbija się na dzieciach.

Zawarcie małżeństwa nie uchroni nas przed widmem rozstania ale na pewno jest gwarantem sprawiedliwości w przypadku ewentualnych rozliczeń. Wielu przyszłych małżonków decyduje się zresztą na podpisanie intercyzy.

W razie rozwodu sąd jest w stanie orzec, co każdy z małżonków wniósł do majątku wspólnego a czego dorobili się razem oraz dokonać podziału. W konkubinacie to partnerzy muszą się albo dogadać albo udowodnić przed sądem, co się komu należy. Takie sprawy potrafią ciągnąć się latami. W skrajnych przypadkach byli partnerzy dalej wspólnie zamieszkują nieruchomość, ponieważ nie potrafią dojść do porozumienia w kwestii jej podziału bądź sprzedaży. Warto zatem poza tym romantycznym wymiarem związku, widzieć względy praktyczne, które mogą nas uchronić przed olbrzymim stresem.

Jakie prawa nie przysługują partnerom w związkach nieformalnych?
·         Nie mogą wspólnie rozliczać się w Urzędzie Skarbowym;

·         Nie ma alimentów w przypadku rozstania

·         Nie mogą dziedziczyć po zmarłym partnerze na podstawie ustawy

·         Nie istnieje domniemanie ojcostwa, gdy pojawia się wspólne dziecko

·         Nie przysługuje renta rodzinna po śmierci partnera

·         Nie ma uprawnień wynikających z ustawowej wspólnoty majątkowej

Rozerwalne, nierozerwalne

Warto także przyjrzeć się podnoszonej często kwestii wolności w związku. Panuje moda na nieskrępowanie, na nieprzyrzekanie, niesplątywanie się tym uświęconym małżeńskim węzłem. No właśnie, moda. A z drugiej strony zalewani jesteśmy informacjami o nietrwałości wszelkich relacji, o niepewności bycia z drugim człowiekiem. Nietrudno powiązać A i B. Żyjemy w świecie ,,MA BYĆ ŁATWO I PRZYJEMNIE”. Próbujemy odpędzić os siebie ból choroby, niepełnosprawności, brzydoty a także trudności w relacjach z partnerem. Po okresie zakochania, kiedy zdejmujemy różowe okulary, okazuje się, że człowiek, z którym się związaliśmy nie jest idealny! W małżeństwie to moment, kiedy należy zakasać rękawy i zacząć pracować nad związkiem. A w konkubinacie? Nic nas nie trzyma, nawet owa symboliczna obrączka, zatem można spakować walizki i poszukać kolejnego obiektu. Oczywiście jest to obraz uproszczony ale wielu psychologów właśnie w owej nietrwałości, braku symbolicznego poczucia nierozerwalności upatruje problemów związanych z rozpadem związków partnerskich. Małżeństwo pełni w naszej kulturze ważną, niepodważalną rolę. Świadomi tego ludzie powinni dobrze się zastanowić zanim wejdą w związek małżeński, podobnie jest z ewentualnym rozstaniem. Małżeństwo jest związane z ową wspólnotowością, której tak poszukujemy we współczesnym, anonimowym świecie. Wiąże nas przysięga, coś wyjątkowego, więc w przypadku problemów czy kryzysu nie rozchodzimy się, podejmujemy wspólną walkę, aby uratować to, co wartościowe. Wielu psychologów twierdzi, że tym, co odstrasza młodych ludzi os małżeństwa jest właśnie świadomość pracy, którą trzeba włożyć w to, aby związek dobrze funkcjonował aby czerpać z niego pełnymi garściami. Młodzi wolą nie zdejmować różowych okularów czyli skakać z kwiatka na kwiatek, ciągle zawiązywać nowe relacje, kiedy w starych zaczyna cokolwiek zgrzytać. Pamiętajmy, że nikt z nas nie funkcjonuje w próżni, możemy negować kulturę, w której się wychowaliśmy, jednak to nie zmieni faktu, że ona nas w pewien sposób konstytuuje, pozwala na zdefiniowanie siebie.

A dzieci?

Dla dzieci najważniejsze jest, aby mieć oboje rodziców, aby rodzina była szczęśliwa. Dla nich nieważne jest, czy rodzice żyją na kocią łapę czy w związku uświęconym przez Boga. W przypadku rozstania, cierpią tak samo.

Jednak w przypadku związków partnerskich wiele spraw związanych z posiadaniem dzieci trzeba załatwić, aby uniknąć ewentualnych kłopotów. Jeśli partnerom, nie małżonkom rodzi się dziecko trzeba przede wszystkim zdecydować, czyje nazwisko będzie nosiło dziecko. W przypadku braku decyzji, do akt dziecka wpisane zostanie nazwisko matki. Poza tym ojciec musi dobrowolnie uznać swoją pociechę przed kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego, aby jego nazwisko zostało wpisane do akt. Dodatkowo ojcostwo partnera musi potwierdzić matka dziecka. Jeśli formalności nie zostaną dopełnione, w przypadku rozstania rodziców konsekwencje poniesie dziecko, któremu nie będzie przysługiwało prawo do alimentów, renty rodzinnej czy ustawowego dziedziczenia.

Ponadto prawo rodzinne nie nakłada na partnerów obowiązku wzajemnej pomocy, np. w przypadku ciężkiej choroby jednego z nich. Podobnie jest przypadku niepełnosprawności czy choroby dziecka. Znów warto odwołać się do wpisów na forach internetowych. Anka78p pisze: ,,byliśmy razem ponad 4 lata, wszystko było pięknie dopóki nie wyszło, że cierpię na ziarnicę. Po dwóch miesiącach od diagnozy, stwierdził, że nie da razy, musiałam się wyprowadzić. Nie miałam dokąd pójść, mieszkanie było jego, choć ja zapłaciłam za cały remont, meble. Zostałam bez niczego, chora w mieszkaniu zrzędzącej matki, która wciąż wypomina mi kocią łapę. Nie chce mi się żyć”. Komentarz jest zbędny a pewnym nadużyciem byłoby odwołanie się do słów przysięgi: ,,w zdrowi i chorobie…” bo i małżonkowie odchodzą od siebie w chorobie. Jednak w takim przypadku mamy prawo do opieki, czy zasiłku opiekuńczego, jeśli np. opiekujemy się chorym współmałżonkiem i nie możemy pracować.

Pieniądze, pieniądze

Na koniec jeszcze raz wracam do podnoszonej już kwestii pieniędzy. Tym razem weźmy pod lupę ewentualne wspólnie zaciągnięte kredyty. I nie chodzi tu o to, że żyjąc na kocią łapę nie załapiemy się do programu MDM. Jeśli spełnimy odpowiednie warunki, kredyt oczywiście dostaniemy. Jednak, co się dzieje w razie rozstania? Dalej solidarnie musimy spłacać kredyt, banku nie interesuje fakt, że już nie tworzymy pary. Oczywiście, możemy próbować scedować kredyt na jedną osobę, jednak jest to rozwiązanie drogie i czasochłonne. A jeśli rozstanie jest trudne, nikt nie chce popuścić? Co z kredytem na 30 lat?

Być może problem związków partnerskich każe nam zweryfikować nasze podejście w ogóle do związków między ludźmi. Czy będą one widziane w perspektywie pewnego wyjścia, decyzji, od której zawsze można odejść czy może jednak docenimy związki małżeńskie, które każą nam się namęczyć, starać, ważyć ze swoimi słabościami, akceptować niedoskonałość partnera czy partnerki. Są niejako probierzem człowieczeństwa i odejściem od wizji świata ,,MA BYĆ ŁATWO I PRZYJEMNIE”. W małżeństwie ma być przede wszystkim razem a RAZEM to dziś droga dla naprawdę wytrwałych.