Na bogato to na pusto?

Na bogato to na pusto?

Podsumujmy

sukienka, wianek, pantofelki, rękawiczki – 400 złotych, fryzjer – 120 – córka zawsze marzyła, że będzie uczesana jak prawdziwa księżniczka, kwiaty oraz prezent dla księdza – 80 złotych, nowy aparat fotograficzny (wynajęcie fotografia to już przesada!) – 460 złotych, prezent (skromny kurs tańca) – 400 złotych, no i wreszcie przyjęcie w restauracji na 26 zaproszonych gości, z tortem i deserami – prawie 4000 tysiące. Rachunek za jeden dzień – 5500 tysiąca! Ale przecież to komunia Asi – naszej jedynej, ślicznej, mądrej córeczki. Nawet gdybyśmy mieli wziąć kredyt, warto było! Mała była przeszczęśliwa, goście zachwyceni. Impreza się udała!

Z forum internetowego

Cześć dziewczyny! Mam taki problem: mój chrześniak za dwa tygodnie idzie do komunii. Wczoraj napisał do mnie jego chrzestny z pytaniem, czy zrzucamy się na prezent. Mateusz marzy o laptopie – chrzestny zaproponował, żebyśmy złożyli się po 3500 tysiąca na McBooka Air. Podobno ma dobre parametry i dużo bajerów. Czy to, aby nie przesada? Wiem, że dzieciom teraz nie kupuje się złotych łańcuszków, tylko quady ale 3500 tysiąca na komputer dla gówniarza w drugiej klasie? A jak w prezencie ślubnym będzie chciał samochód terenowy albo wycieczkę dookoła świata to też się zrzucimy? Piszcie, co sądzicie.

Jedna z odpowiedzi

Nikt za ciebie decyzji nie podejmie ale pamiętaj, że taka okazja trafia się raz. Jak dzieciak o tym marzy, to powinien to dostać. Komunia co roku się nie powtarza, więc można zainwestować. Moja córka dwa lata temu dostała wszystko, co chciała: kurs angielskiego, obóz doktora House’a nad morzem (dzieci bawiły się w lekarzy), bransoletkę Pandory i prawie 3000 tysiące złotych. Do dziś wspomina komunię jako najszczęśliwszy dzień w życiu.

Życie

Z badań prowadzonych przez różne instytucje wynika, że w okresie około komunijnym banki oraz parabanki przeżywają złote żniwa. Statystyczny Polak na komunię swojej pociechy wydaje średnio 3 – 4 tysiące złotych. Czasy domowych przyjęć z ręcznie robionym przez babcię makaronem i kotletem schabowym odeszły do lamusa. Jedna z restauracji w komunijnym menu proponuje na przystawkę owoce morza (dla dzieci odpowiednio przygotowane), na danie główne – krem z batatów oraz polędwicę wołową w rozmarynie z kluseczkami szpinakowymi i topinamburem. Jeśli dotrwamy do deseru – zjemy semifredo lub pana cottę z malinami. Napoje gorące gratis. Koszt za jednego gościa – 170 złotych. Podobno chętnych nie brakuje. Socjolodzy twierdzą, że komunia jest dla Polaków przede wszystkim okazją do pokazania się, zwyczajem świeckim. Duchowy wymiar tej uroczystości odszedł w zapomnienie. Organizacja, wybór i zakup stroju, marzenia o prezentach przesłaniają wielu rodzicom to, co naprawdę w tym dniu istotne.

Księża niby nawołują, aby powstrzymać się przed organizacją wystawnych przyjęć komunijnych czy zakupem prezentów za horrendalne sumy, jednak sami przyjmują drogie upominki , nie odmawiają udziału w imprezach przed którymi przestrzegali. A Polacy ze swoją sarmacką wyobraźnią nie lubią rozmieniać się na drobne – ma być na bogato z przytupem, bo jeszcze sąsiedzi coś potem powiedzą. Co ciekawe, z duchowości odarte zostały przede wszystkim komunie w wydaniu miejskim. Na wsiach wciąż istotna jest celebracja, przeżywanie pierwszej spowiedzi a następnie komunii. Tam tradycja wciąż jakoś się ma.

8 – letni Adam marzy o rowerze, zegarku, pieniądzach na gry komputerowe i oczywiście xboksie, bo przecież na czymś grać będzie musiał. Zapytany o złoty łańcuszek, nie bardzo wie, co to jest i na co, by mu to było. Za to ma najnowszą gazetkę ze sklepu elektronicznego, w której pozaznaczał interesujące go gry. Trochę przeraża go fakt, że będzie musiał wytrzymać półtorej godziny w kościele (z rodzicami raczej tam nie bywają) ale może będzie fajnie – kolega zamierza przemycić komórkę. Dla 8 – letniej Ani najgorsze było wkuwanie na pamięć modlitw, które następnie trzeba było zaliczać u katechetki w szkole. Mama obiecała jednak Ani, że jeśli wszystko zaliczy dostanie wspaniałe prezenty. Dziewczynka tak zdopingowana, może pochwalić się praktycznie samymi piątkami za modlitwy. Mama Ani nie widzi nic złego w tym, że przekupiła córkę. Więcej, uważa, że uczenie się tych wszystkich modlitw to lekka przesada – po co to dziecku potrzebne do szczęścia w przyszłości? Babcia Karola ponad rok odkładała z emerytury na prezent dla wnuka, teraz chce mu kupić wypasiony rower. Niech Karolek ma to o czym tyle marzył.

Podstawa to prezencja

Ekspedientka w jednym ze sklepów z konfekcją dziecięcą twierdzi, że alby wcale nie wyparły komunijnych sukienek. Matki bardzo chętnie je kupują – najlepiej z koralikami, bogatym wiankiem, na tzw. księżniczkę. Do tego buty i często torebka. Dziecko musi przecież jakoś wyglądać. Fryzjer to już dla wielu zbytek, choć w salonach styliści fryzur raczej nie dziwią się, kiedy mają 8 i 9 – latkom wpinać żywe kwiaty we włosy czy wplatać wymyślne ozdoby. Klient nasz pan.

Adam Kowal, socjolog: ,,komunia jako wydarzenie bardzo się spauperyzowała. Dla ¾ rodziców to tylko przyjęcie, okazja do spotkania się z rodziną. Dziecko, mimo że pozornie w centrum, pozostaje na uboczu tej uroczystości – często nie rozumie jakie ma ona znaczenie, jak ważne jest przeżycie duchowe, rodzice rzadko chcą i potrafią w nim uczestniczyć. Wiadomo, że najłatwiej jest skupić się na tym, co konkretne, nieodwołujące się do sfery uczuć, emocji, duchowości. Dlatego większości polskich dzieci komunia kojarzy się z prezentami i wysiadywaniem za stołem suto zastawionym wszelkim dobrem”. Kościół niby grzmi, jednak burzy nie ma.

A jednak można inaczej. Magda, mama 10 – letniej Marceliny

,,Kiedy Marcysia 2 lata temu szła do komunii, zdecydowaliśmy wspólnie z dziadkami i samą zainteresowaną, że przyjęcia w tradycyjnym wydaniu nie będzie. Być może Marcelina nie miała problemu z przystaniem na taką propozycję, bo zawsze byliśmy niestandardową rodziną. W każdym razie lista gości była krótka – my, czyli rodzice, dziadkowie, chrzestni oraz przyjaciółka córki z rodzicami. Marcelina własnoręcznie zrobiła zaproszenia – napisała w nich, że liczy na obecność najbliższych sobie osób w tym wyjątkowym dniu. O stroju w ogóle nie dyskutowaliśmy – naturalne było, że pójdzie w albie Karoliny – swojej o rok starszej przyjaciółki. Bardzo staraliśmy się przekierować uwagę córki na duchowy wymiar całej uroczystości, niestety szkolna edukacja w tym zakresie ograniczyła się do odpytania z modlitw. Codziennie przed snem rozmawialiśmy z córką o tym, co czuje, co myśli, czego się boi. Babcia tłumaczyła, czym dla katolika jest komunia. Marcysia zadawała wiele pytań. Sam dzień wielkiego święta był radosny i taki wyjątkowo – zwyczajny: rano śniadanie, alba, wianek ze stokrotek, spotkanie z rodziną przed kościołem. Wspólna msza była wielkim przeżyciem dla nas wszystkich. Po kościele nie było przyjęcia – to także wspólna decyzja. Był spacer, lody, podsumowanie tego, co się wydarzyło. A potem spontaniczny wyjazd w ulubione miejsce Marceliny – działkę dziadków nad jeziorem. Ognisko, śpiewy i rozmowy do późna w noc. Oczywiście córka dostała upominki – pieniądze, bransoletkę z piękną dedykacją oraz całą masę książek, o które sama poprosiła. Marcelina, choć minęły dwa lata, wciąż wspomina komunię jako wyjątkowy dzień – nigdy jednak nie wspomina o prezentach, czy przyjęciu. Myślę, że najważniejsze jest dla niej to, co wtedy czuła i że miała wokół siebie tylu bliskich. Czy moja córka jest jakoś nad wiek dojrzała? Nie. Ale sądzę, że to jak przebiega komunia dziecka jest przede wszystkim związane z tym jak wyobrażają ją sobie rodzice. Bogato i wystawnie, nie znaczy wspaniale, gdy zapomnimy, że najważniejsze to być w tym wyjątkowym dniu razem z dzieckiem”.

A Wy co o tym sądzicie?