Nastolatek jedzie na wycieczkę

Nastolatek jedzie na wycieczkę

Z listu Joli: ,,Jestem mamą 15 – latka, w tym roku syn wraz ze swoją klasą wyjeżdża na 5 – dniową wycieczkę w góry. Oboje z mężem jesteśmy zaniepokojeni, całe wieczory rozmawiamy o tym, co tam może się wydarzyć. I nie chodzi nam o to, że syn może złamać nogę czy wybić bark. Chodzi o to, co dzieci robią na takich wycieczkach, gdy nauczyciele nie patrzą. W tamtym roku jedna z dziewcząt w klasie syna zorganizowała imprezę pod nieobecność rodziców. Imprezowicze opróżnili domowe zapasy alkoholu, wiemy, że w czasie tego spotkania doszło także do nieprzyzwoitych zabaw. Cała afera została jednak zatuszowana przez dyrekcję szkoły, której zależy na utrzymaniu dobrej opinii placówki oraz rodziców winowajczyni – lokalnych biznesmenów. Bardzo zależy nam na synu, wiemy jednak, że ma ogromną potrzebę zaistnienia w towarzystwie. Jesteśmy stałymi czytelnikami waszego serwisu, prosimy, poradźcie, co robić, jakie kroki podjąć”.

Wyjazd dziecka na wycieczkę szkolną to wspaniała okazja, aby odpocząć od codziennych obowiązków. Współczesny świat sprawia jednak, że często taki wyjazd to dla rodziców pozostających w domu nie chwila odciążenia a czas permanentnego stresu. Żaden nauczyciel nie będzie w stanie być z dziećmi przez 24 godziny na dobę, pilnować ich nieustannie. Nastolatki mają często zwyczajnie głupie pomysły – zdają sobie sprawę, że w domu nie mieliby szans na to, co mogą zrobić, kiedy rodzice zostają kilkaset kilometrów dalej, w rodzinnym mieście. Alkohol, narkotyki, dyskoteki, wyuzdane zabawy, przemoc, przygodny seks to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na nasze dziecko. Warto zastanowić się jak przygotować siebie i pociechę na taki wyjazd.

Przeprowadzam rozpoznanie

Kiedy rozleje się mleko – nieletnia dziewczyna zajdzie w ciążę, dojdzie do libacji alkoholowej czy odurzenia narkotykami, nauczyciele najczęściej bronią się, twierdząc, że na wyjeździe nie było wystarczającej liczby opiekunów, że musieli się wreszcie wyspać i to właśnie wtedy doszło do fatalnego zdarzenia. Jesteś rodzicem i to przede wszystkim Ty musisz wziąć odpowiedzialność za swoje dziecko, nauczyciela możesz ukarać, jednak to Ty poniesiesz konsekwencje ewentualnych wypadków. Warto zatem pytać o wszystko: ilu nauczycieli jedzie na wycieczkę, jak wygląda podział opieki (kto pilnuje w dzień a kto w nocy), czy będą przeprowadzane kontrole alkomatem, czy przejrzane zostaną plecaki dzieci, czy wychowawcy będą organizowali tzw. ,,nocne naloty” na pokoje podopiecznych? Nauczyciel musi udzielić jasnych i konkretnych odpowiedzi na twoje pytania – jeśli tego nie zrobi, znaczy to (a tekst ten pisze nauczyciel), że organizacja leży, że wychowawcy chcą po prostu przetrzymać jakoś wycieczkę i nie myślą o ewentualnych zagrożeniach . Wtedy trzeba odwołać się do wyższej instancji, np. dyrektora szkoły.

Kolejna kwestia to organizacja noclegu na wycieczce. Jak duży jest hotel, w którym będą mieszkały dzieci? Czy będą jedynymi gośćmi, czy przebywać będą tam osoby postronne (skąd możemy wiedzieć, czy nie miłośnicy przygód z nieletnimi albo inni wycieczkowicze chętni do zabawy np. w słoneczko), czy pokoje będą koedukacyjne, gdzie spać będą opiekunowie? Ważna jest także opinia o nauczycielu – czy pozwala dzieciom na wiele, czy to osoba o nieposzlakowanej opinii? W wielu przypadkach to niestety pedagodzy podjudzają dzieci do zachowań niezgodnych z regulaminem wycieczki.

Konkretne informacje dają ci poczucie sprawczości i pewnej kontroli nad miejscem, w którym znajdzie się twoje dziecko oraz osobami, które się nim tam opiekują. Warto sprowokować także innych rodziców do zadawania pytań. Największym naszym błędem jest to, że ograniczamy się do opłacenia wycieczki i ewentualnego przejrzenia folderu. Często wolimy nie skupiać się na tym, co nie zostało powiedziane, liczymy na to, że nic się nie stanie albo nie dowiemy się o tym, co się stało. Pamiętajmy też, że w razie kłopotów, wyciągamy konsekwencje, opierając się na informacjach, które uzyskaliśmy od organizatorów czy nauczycieli. Nie pytając, otwieramy furtkę kłopotom.

Rozmawiam, choć mi trudno

Rozmawiać z dziećmi o seksie jest nam bardzo trudno. W Polsce nastolatki wiedzę na ten temat czerpią przede wszystkim z Internetu i dlatego nabijają sobie głowy bzdurami. Przed wyjazdem jest jeszcze trudniej, bo i rodzic i dziecko są dodatkowo zestresowani. Rozmowa to jednak podstawa. Nie może opierać się na nic nie znaczących stwierdzeniach typu: ,,Ufam ci, mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz” – dziecko nic z tego nie rozumie, stwierdzi, że to tylko zrzędzenie starych. Nastolatek potrzebuje konkretnej informacji: ,,nie chcę, abyś pił alkohol, nie zgadzam się, abyś palił trawkę czy próbował innych narkotyków”. Musi być konkret. Wiadomo, że na wycieczce dzieci muszą przekroczyć pewne granice – nie pójdą spać wraz z ogłoszeniem ciszy nocnej, obejrzą zakazany film. Na tym polega młodzieńczy bunt i warto się z tym pogodzić. Jednak konkretnie musimy powiedzieć o tym, na co się bezwzględnie nie zgadzamy. I wymienić powody: niekontrolowane zachowania po alkoholu czy narkotykach, głupie pomysły, nagła reakcja organizmu a przede wszystkim niezgoda na to, co zakazane w tym wieku. Takie mamy zasady i dziecko musi o tym wiedzieć.

Jeśli chodzi o niebezpieczny seks i wyuzdane zabawy warto podsunąć nastolatkowi odpowiednie materiały, np. wydrukować kilka tekstów o chorobach wenerycznych, niechcianej ciąży czy w ogóle konsekwencjach podjęcia współżycia (odsyłam do tych w naszym serwisie). Nastolatki cenią sobie szczerość. Być może wrażenie zrobi na nich stwierdzenie typu: ,,trudno mi z tobą o tym rozmawiać ale jesteś dla mnie bardzo ważny/ważna, interesuję się tobą i twoim światem, dlatego chciałabym, abyś to przeczytał, to może być ważne także dla ciebie”. Często wydaje nam się, że takie stwierdzenia po nich spływają, jednak możemy miło się zdziwić – w większości przypadków do ryzykownych zachowań nastolatków dochodzi z powodu ich niewiedzy, braku wyobraźni dotyczącej skutków głupich wyskoków. Dając im konkretne informacje, dzielimy odpowiedzialność na pół ale dajemy też świadomość, że się interesujemy, że się staramy. A to bardzo ważne.

Na wycieczce

Nie warto zamęczać nieustannymi telefonami. Warto ustalić system. Np. ja dzwonię rano, dziecko wieczorem. To nie musi być długa rozmowa. Musimy jednak zadawać konkretne pytania: co robiliście? Jakie macie plany na wieczór? Czy się wam nudzi czy nauczyciele fajnie animują czas? Odpowiedzi dziecka, mogą nam wiele powiedzieć. Jeśli okaże się, że jest nudno, powstaje duże prawdopodobieństwo, że dzieci zaczną kombinować, przyjdzie im do głowy coś głupiego. Warto wtedy skontaktować się z nauczycielem i grzecznie go o tym powiadomić. Podobnie, gdy słyszymy, że głos naszej pociechy wskazuje na kaca giganta – musimy interweniować. Stały kontakt z nauczycielem to podstawa. Nie kontrolujemy nadmiernie ale jesteśmy czujni. Mamy do tego prawo, bo jesteśmy rodzicami! Nauczyciel musi liczyć się z faktem, że możemy zapytać, czy już kontrolował pokoje dzieci i ile jeszcze razy ma zamiar to zrobić tej nocy. Lepiej być rodzicem upierdliwym, niż rodzicem traumatycznie doświadczonego dziecka.

Trzeba pamiętać, że warto dmuchać na zimne. Naiwne myślenie, że naszego dziecka problem seksu, alkoholu i narkotyków nie dotyczy to tylko wyparcie kłopotu. Współczesny świat jest tak skonstruowany, że nastolatki chcą próbować wszystkiego, co zabronione w tempie ekspresowym, nie przejmując się ewentualnymi konsekwencjami. Nakazy i zakazy to droga donikąd, rodzic musi być o krok szybszy i sprytniejszy niż pokusa, musi tak poprowadzić dziecko, aby udało mu się uniknąć pokusy lub świadomie z niej zrezygnować. Świata nie zmienimy, jednak świadomość i wiedza to nasza broń z jego wypaczeniami. Piszcie do nas, pytajcie!