Niebezpieczne oferty

Niebezpieczne oferty

Okres wiosenno – letni to czas kiedy wielu ludzi szuka ofert pracy dodatkowej bądź chce wyjechać z kraju, aby dorobić. Najczęściej propozycji pracy szukamy w Internecie. Łapiemy się na obietnice wysokich zarobków, możliwość zdobycia doświadczenia, rzadko zastanawiając się nad wieloznacznością tych słów. Przeczytajcie historię kobiety, która postanowiła zmienić swoje życie a początkiem owych zmian miało być podjęcie pracy za granicą właśnie.

Ania, 26 lat:

Po studiach pedagogicznych nigdzie nie mogłam znaleźć zajęcia. Dorywczo sprzątałam domy, opiekowałam się dziećmi. Wszystko na czarno, wszystko za grosze. Wreszcie ojciec stwierdził, że nie będzie trzymać pod swoim dachem darmozjada – kazał zebrać manatki i poszukać sobie zajęcia. W Internecie było mnóstwo ogłoszeń, wysłałam kilkanaście CV, jednak odzew był niewielki. Wreszcie dostałam wiadomość od Adriana, który twierdził, że jest przedstawicielem włoskiej firmy rekrutującej cudzoziemki do sprzątana w domach dobrze sytuowanych Włochów. Miałam zarabiać 2,5 tysiąca euro miesięcznie. Dla mnie to zawrotna suma. Wyobraźnia zaczęłam pracować – chciałam popracować tam kilka lat, odłożyć na mieszkanie i samochód, ubrać się wreszcie porządnie, przestać martwić się o to, że znów nie mam zimowych butów. Teraz wiem, że nie dopytałam właściwie o nic. Adrian twierdził, że muszę mieć tylko ważny dokument tożsamości oraz stawić się na miejscu zbiórki w odpowiednim dniu o odpowiedniej godzinie. Do Rzymu ja i jak się okazało jeszcze 6 dziewczyn miałyśmy jechać wynajętym busem. Wszystko przebiegało bez problemów – kierowca raczej nie nawiązywał z nami kontaktu, co 3 – 4 godziny zatrzymywał się na stacji benzynowej, abyśmy mogły skorzystać z toalety. Wszystkie dziewczyny jak i ja były bardzo podniecone – chciały zarobić na dom, czy dzieci, pospłacać długi. Kilka wersji tej samej historii – polskiej małomiasteczkowej biedy.

Wysadzono nas na obrzeżach jakiegoś miasta, wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że to Neapol. Skierowano do niskiego budynku, gdzie zostałyśmy stłoczone w niewielkim pokoju. Jakiś mężczyzna kazał nam się przespać. Łóżek nie starczyło dla wszystkich, więc musiałyśmy się podzielić, byłyśmy niezadowolone, bo nie było gdzie się umyć po tak długiej podróży. Kiedy jedna z dziewcząt, Ewa zapytała, kiedy dowiemy się czegoś o systemie naszej pracy, mężczyzna odparł, że jutro wszystko się wyjaśni. Rano przyszło do nas 4 mężczyzn. Dwóch zbierało dokumenty, rzekomo, aby spisać nasze dane, jeden zabrał telefony – podobno miał zainstalować w nich nowe karty sim, abyśmy mogły dzwonić. Przez kilka godzin znów siedziałyśmy bezczynnie. Wieczorem przyszła kobieta – w średnim wieku, elegancko ubrana. Wprost powiedziała, że będziemy pracować w agencjach towarzyskich, że zgłosiłyśmy się do tej pracy dobrowolnie. Nie reagowała na nasze wzburzenie i protesty. Szybko zresztą okazało się, że nie warto protestować, bo można bardzo oberwać od towarzyszących jej zakapiorów. Usłyszałyśmy, że najpierw będziemy musiały odpracować kilka tysięcy euro, które w nas zainwestowano, że dostaniemy odpowiednie stroje, pracować zaś będziemy w systemie zmianowym. Do naszych zadań należy spełnianie każdej zachcianki klienta. Jakakolwiek niesubordynacja będzie surowo karana. Czułam się jakby to wszystko mi się śniło, jakby to nie była prawda. Nie wolno nam samodzielnie wychodzić do miasta (drzwi blokowane automatycznie, kamery), nie wolno mówić klientom w jaki sposób się tu znalazłyśmy (zresztą żadna z nas nie znała włoskiego, angielski tylko w stopniu podstawowym), nie wolno dzwonić (odebrane telefony). Pieniądze, które miałyśmy zarabiać ,,firma” miała brać w depozyt i inwestować.

Codzienność w domu publicznym to pasmo udręk i upiornego upokorzenia. Klienci, którzy korzystali z naszych usług to głównie marynarze, przemytnicy, drobni członkowie mafii, obleśni pseudo biznesmeni. Wulgarni, naćpani, pijani, niejednokrotnie agresywni. Marcie, dziewczynie, która przyjechała w moim transporcie – ,,klient” wybił dwa zęby i złamał rękę. Za stawianie oporu została też ukarana przez opiekuna – nie dawano jej jeść przez trzy dni! Szybko okazało się, że nie jesteśmy jedynymi w tym straszliwym przybytku – poznałyśmy dziewczyny z wcześniejszych transportów – niektóre pracowały tu już po 2 lata. Kilka zniknęło bez śladu, jedna urodziła dziecko, które jej odebrano. Każda kolejna historia przyprawiała o prawdziwe drżenie serca. Najgorsza była separacja od świata – niektóre dziewczyny miały rodziny, liczyły, że ich szukają, zgłosili sprawę na policję. Ja wiedziałam, że na moich rodziców nie mam co liczyć, nigdy się mną nie interesowali.

Po kilku miesiącach ciało zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa. Miałam poobcierane miejsca intymne, krwawiłam. Wielu klientów żądało seksu analnego, więc nie mogłam też korzystać z toalety, bo to przyprawiało mnie o ataki paniki – ból był tak ogromny. Najgorsza była jednak apatia – przestało mi zależeć na czymkolwiek, poddałam się, załamałam. Nie myłam się, nie malowałam, choć miałyśmy taki nakaz. Leżałam jak kłoda, więc klienci nie chcieli płacić opiekunowi. Wtedy rozpętało się prawdziwe piekło – Lasse, bo tak miał na imię, pobił mnie do nieprzytomności, zwyczajnie skatował. Znałam już na tyle włoski, że zrozumiałam, co mówi. Twierdził, że jak nie będę przydatna, wyląduję na wysypisku śmieci. Starsze dziewczyny twierdziły, że z nim nie ma żartów, szczególnie kiedy jest naćpany. Tylko, że ja nie miałam siły. Nie działały już nawet narkotyki, którymi nas szprycowali. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak sama mam ze sobą skończyć – podciąć sobie żyły, powiesić się?

Pewnego dnia, gdy leżałam pod klientem, usłyszałam hałas. Krzyki, strzały, skomlenie psa. Po kilkunastu minutach stałam obok koleżanek, okazało się, że włoska policja zrobiła nalot na naszą agencję, czaili się zresztą już od dawna. Zabrano nas w bezpieczne miejsce, sprowadzono tłumacza. Przesłuchania trwały kilka tygodni, następnie polska ambasada zafundowała nam bilety do domu. Nie miałam gdzie wracać, więc udałam się do miejsca, którego adres dostałam jeszcze we Włoszech – do siedziby Fundacji La Strada. Korzystam z pomocy jej pracowników do dnia dzisiejszego a od tamtych wydarzeń minęły już dwa lata.

We włoskim domu publicznym byłam przetrzymywana 4 miesiące – obsłużyłam około 150 mężczyzn, stałam się wrakiem człowieka, niezdolnym do podejmowania jakiejkolwiek inicjatywy. Do dnia dzisiejszego walczę o siebie, z marzeń o mieszkaniu i samochodzie nie zostało już nic. Na mężczyzn nie mogę patrzeć, w każdym widzę oprawcę. W czasie spotkań z psychologiem próbuję pracować nad odbudową swego zwichrowanego życia, jednak na razie słabo mi to idzie. Co mogłabym powiedzieć dziewczynom, które chcą wyjechać a nie sprawdzają ofert? JESTEŚCIE GŁUPIE, teraz już wiem, że trzeba się szanować, sprawdzić wszystko tysiąc razy, mieć wyjście awaryjne. Ja zapłaciłam za swoją głupotę bardzo wysoką cenę….

Statystyki policji są alarmujące. Handel kobietami na terytorium Polski i w innych krajach Unii Europejskiej to bardzo poważny problem. Polska jest przede wszystkim krajem przerzutowym. W roku 2014 wykryto kilkaset przypadków handlu żywym towarem. Przedstawiciele Fundacji La Strada twierdzą, że młode kobiety często same proszą się o kłopoty – ufają obcym, nie sprawdzają wiarygodności ofert pracy, liczą na wspaniałą przygodę a trafiają do piekła. Z tej naiwności korzystają handlarze, którzy nie mają skrupułów, zmuszając do prostytucji nawet kilkunastoletnie dziewczęta. Warto zadbać o siebie i nie ryzykować.