Oferuję seks za Brazylię all inclusive

Oferuję seks za Brazylię all inclusive

W całej sieci zawrzało, kiedy okazało się, że polskie modelki gotowe są uczestniczyć w orgiach organizowanych przez arabskich szejków. Co więcej, pokaźna sumka, którą za te ,,zabawy” otrzymują sprawiła, że nie zawahały się nawet spożyć fekaliów swoich gospodarzy… Na dorabiające w ten sposób dziewczyny wylano całe wiadra pomyj, odsądzono je od czci i wiary jakby zapominając, że wakacje za seks są nowym polskim zwyczajem.

Na międzynarodowych portalach, na których zamieszczają swe anonse ,,piękne” i ,,bogaci” to właśnie Polki grają pierwsze skrzypce. Wakacyjny sponsoring to dla nich sposób nie tylko na wyjazd, zobaczenie egzotycznych miejsc, to także szansa na wybicie się – a może sponsor zakocha się albo chociaż polubi i sfinansuje kilka par drogich szpilek, dołoży raz na jakiś czas do zakupów? Grube setki rekompensują dziewczynom podstarzałe, tatusiowate cielska, nieświeży oddech czy dziwactwa adonisów. Ogłoszeń polskie dziewczęta zamieszczają tysiące: ,,Dzień dobry, polecisz ze mną do Brazylii? Anna, 26 lat, platynowa blondynka, wymiary miss World, inteligentna” , ,,Marzy mi się Tokio w miłym towarzystwie, ze mnie jest dziewczyna do tańca i różańca, Michalina, 21 lat”.

Do 19 – letniej Kasi zgłosił się Tomasz, 50 – letni finansista. Zaproponował jej wyjazd na Malediwy. Miał jechać z sekretarką ale jak stwierdził rzeczowo – zaciążyła. Po 3 tygodniach Kasia tańczyła na rajskiej plaży, popijała drinki i … uprawiała seks ze swoim finansistą. Jako że 50 – latek jej nie pociągał, drinków codziennie zamawiała wiele… po 2 tygodniach rozstali się na Okęciu. Tomasz w ramach nagrody za ,,dobre sprawowanie” wręczył Kasi jeszcze 5000 tysięcy w gotówce na drobne wydatki. Rodzice dziewczyny sądzili, że była z koleżankami pod namiotem, nie zadawali wielu pytań. Ona sama za rok zamierza przeżyć podobną przygodę. W żadnym wypadku nie widzi związku między swoim zachowaniem a prostytucją: ,,Internet daje nam tyle możliwości, chciałam przeżyć przygodę, zobaczyć egzotyczne miejsce i zrobiłam to. A że musiałam uprawiać seks z podstarzałym tatuśkiem? Lubię seks, więc nie był to wielki problem, raczej drobna niedogodność. Moich starych od zawsze nie stać na wakacje, w domu bieda aż piszczy a ja chcę pożyć, coś zobaczyć. Nie sądzę, aby było to niebezpieczne”.

Zdania Kasi nie podziela Irena Dawid – Olczyk, założycielka i działaczka La Strady, Fundacji przeciw Handlowi Ludźmi. Ostatnio natknęła się na ogłoszenie mężczyzny, który proponował Polce wspaniałe wakacje, jeśli w podróż zabierze … swoją czteroletnią córkę! Tak naprawdę nie chodziło mu o seks z kobietą, tylko z jej dzieckiem. Niestety, wielu obcokrajowców traktuje Polskę obok Bułgarii, Rumunii i Ukrainy jako taką Tajlandię Europy. Wciąż 3/4 europejskich prostytutek rekrutuje się właśnie z tych krajów, więc ewentualni sponsorzy uważają, że tutaj mogą pozwolić sobie na więcej, bo nie poniosą konsekwencji.

Elżbieta Michałowska, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego twierdzi, że wakacyjny sponsoring to najniebezpieczniejsza odmiana wakacyjnego seksbiznesu: ,,Kiedy kobieta poznaje sponsora na miejscu, to zanim zdecyduje się być jego utrzymanką, najczęściej kilka razy się z nim spotyka. Może zorientować się, z kim ma do czynienia. Na nieznanym terenie nie ma wielkich szans na wycofanie się ucieczkę. Nawet jeśli nie trafi na handlarza żywym towarem czy psychopatę, to istnieje szansa, że spotka kogoś, z kim nie ma ochoty dzielić łóżka”.

A przykre niespodzianki w postaci chorób wenerycznych czy wirusa HIV to tylko nieskromny dodatek to puli ,,nagród” za te wymarzone wakacje.

Problem polega na tym, że młode dziewczyny zainfekowane wirtualną rzeczywistością coraz częściej mają problemy z racjonalnym myśleniem, oceną sytuacji. Widzą siebie na rajskiej plaży, w gondoli czy tokijskim metrze a nie chcą widzieć konsekwencji, które będą musiały ewentualnie ponieść jeśli coś nie wypali – przecież wpisów ,,tych skrzywdzonych” czytać nie będą, bo to bez sensu. Ta potrzeba luksusu, przeżywania ,,czegoś wyjątkowego” tu i teraz i za wszelką cenę to przykry znak naszych czasów. Trudno jest młodym dziewczynom pogodzić się z faktem, że rodzice zarabiają te przysłowiowe polskie dwa tysiące i ledwo wiążą koniec z końcem. One chcą być jak Kim Kardashian czy żony Hollywood, nie widzą, że to wykreowana rzeczywistość, nie mająca nic wspólnego z życiem i prawdziwymi uczuciami. Tak rodzą się tragedie wakacyjnego sponsoringu.

Klaudia, dziewczyna spod Białegostoku pamięta tylko jak wyczołgała się z jakiegoś mieszkania w Rzymie. Została zgwałcona przez Paola, który ma portalu grał romantycznego samotnika, poszukującego drugiej połówki. Poleciała, licząc może nie na miłość ale wspaniałą przygodę. Do dziś nie udało się jej otrząsnąć, rodzinie nic nie powiedziała, bo ojciec by ją chyba zabił. Wini głównie siebie, mogła przecież zażądać, aby sfinansował jej nocleg w hotelu… Klaudia na portalu już się nie ogłasza, chodzi na dyskoteki w rodzinnej wsi, liczy, że kogoś spotka.

Badacze zajmujący się wakacyjnym sponsoringiem twierdzą, że w wakacyjnym seksbiznesie mogą dziś brać udział tysiące kobiet. Kilka lat temu profesor Jacek Kurzępa z SWPS ogłosił, że sponsoring uprawia już co piąty student! Skoro mogą to robić modelki i aktorki, dlaczego nie może spróbować zwykła Zosia czy Marysia. W końcu jej też coś od życia się należy. Bywa, że swoje oferty na portalach zamieszczają nie młode dziewczyny a mężatki. Mężowi i dzieciom opowiadają o wyjeździe służbowym czy wypadzie z koleżankami a tak naprawdę decydują się na wakacje ze sponsorem. Nie wiadomo, co nimi kieruje – chęć przeżycia przygody, nuda dnia codziennego czy zaburzenia psychiczne. Te kobiety potrafią wrócić do domu po 2 – tygodniowym świadczeniu usług seksualnych i położyć się obok męża w łóżku. Telewizja, internet, prasa zdewaluowały wiele wartości – także te związane z wiernością pewnym zasadom, poczuciem odpowiedzialności za siebie i bliskich. Wiele kobiet decydujących się na wakacyjny sponsoring nie kończy znajomości po powrocie do domu. Potrafią szantażować swoich donatorów, żądać coraz wyższych sum pieniędzy. Patologia zawsze rodzi kolejną patologię.

Warto zastanowić się, czy piękno Azji, dzikość Ameryki Południowej, poczucie wolności na końcu świata warte są sprzedania siebie. Profesor Dulko doskonale to podsumowuje: ,,Sponsoring to słowo wytrych. Nie dość, że ładnie brzmi, to jeszcze wszystkim – pozornie, rzecz jasna – się opłaca. Kobietom, bo zdejmuje z nich odium ulicznicy. Mężczyznom, bo nie dość, że mają wszystko podane na talerzu, to jeszcze robią za dobrodziejów”. Kiedy jednak zrezygnujemy z tej uładzonej nomenklatury, wracamy do szamba seksbiznesu i kloaki zjadania odchodów sponsora…. warto o tym pomyśleć zanim stawimy się z walizką na lotnisku.