Ratunku! Mój mąż leci do Tajlandii! – sexturystyczne raje

Ratunku! Mój mąż leci do Tajlandii! – sexturystyczne raje

Robisz pyszną kolację, dzieci odwiozłaś do dziadków, czekasz na męża, który już za moment wróci z pracy. Krótko mówiąc – są widoki na bardzo miły wieczór we dwoje. Małżonek wraca, uśmiechnięty, zadowolony. Jednak szybko zauważasz, że jego podniecenie i błysk w oku raczej nie wiąże się z twoją nową sukienką. Wreszcie dowiadujesz się, co tak rozanieliło małżonka – wraz z kolegami zostaje wysłany przez szefa w tygodniową delegację do Bangkoku! Kiedy on pakuje krawaty i garnitury do walizki, ty przeglądasz nerwowo setki artykułów, których tytuły mrożą krew w żyłach: seks turystyka, wszystko za pieniądze, raj dla miłośników nieletnich prostytutek!

Niestety, seks biznes stał się domeną wielu egzotycznych rajów. Tajlandia, Sri Lanka, Laos, Kambodża, Nigeria, Kenia to tylko niektóre z krajów, do których ściągają setki tysięcy seks turystów. Nie tyle interesują ich architektoniczne zabytki, co możliwość zaspokojenia swoich nawet najbardziej szalonych erotycznych zachcianek.

Scenariusz jest dość prosty – wykupujesz wczasy pobytowe i na miejscu korzystasz z uroków egzotycznych prostytutek bądź adonisów lub zwracasz się do jednego z wyspecjalizowanych biur – to oni zadbają, abyś mogła/mógł zabawić się tak jak lubisz.

Tajlandia oferuje seks bez żadnych ograniczeń. Skandynawowie, Francuzi, Brytyjczycy ale coraz częściej i Polacy wynajmują tam za grosze panie gotowe na wszystko – seks bez zabezpieczeń, seks oralny, analny, najbardziej wymyślne tortury, smarowanie ekstrementami. Nikogo nie dziwią pedofile, poszukujący kilku czy kilkunastoletnich dziewczynek. Można robić im zdjęcia, filmować. Niektórzy polują na dziewice. Jest popyt, towar zawsze się znajdzie. Oczywiście za odpowiednią opłatą. Co ciekawe, prostytucja w Tajlandii jest formalnie zakazana. Za narkotyki można pójść tu do więzienia na kilka dobrych lat, na prowadzenie agencji towarzyskiej bądź kupczenie własnym ciałem przymyka się jednak oko – wszakże to podpora tajskiej gospodarki. Rocznie odwiedza ten kraj 6,5 miliona turystów. Duża ich część to właśnie seks turyści.

Całemu procederowi sprzyja fakt, że prostytucja jest w Tajlandii społecznie akceptowana – bywa, że rodzice sami wysyłają córkę w miasto, aby zarobiła. Niektórzy sprzedają cnoty dziewczynek, inni oddają je do domów publicznych, z których usług korzystają np. niemieccy emeryci i mają z tego niezły procent. Do rzadkości nie należy sytuacje, kiedy młoda Tajka utrzymuje całą, wielopokoleniową rodzinę… Badacze zjawiska szacują, że prostytucją może trudnić się nawet milion młodych Tajek!

A wszystko odbywa się bardzo naturalnie – idziesz do baru, pijesz kilka drinków, wybierasz dziewczynę, ustalacie stawkę i zaczyna się zabawa! Niewielu z turystów myśli o jej ewentualnych konsekwencjach – zakażeniu wirusem HIV, nabawieniem się jednej z chorób wenerycznych, czy wirusa HPV. Wiele Tajek posiada zaświadczenia o stanie swojego zdrowia jednak zwykle są one fałszywe. Nie opłaca im się wykonywać badań okresowych, wolą zapłacić za fałszywkę.

Seks biznes kwitnie także w krajach afrykańskich. Szczególnie widoczne jest to w Senegalu, Gambii, Kenii i Nigerii. Turyści, podobnie jak w przypadku Tajlandii spragnieni są naturalności i egzotyki. Zarówno Europejczyków jak i Azjatów podniecają czarnoskóre piękne kobiety, chcą sprawdzić jak wygląda seks z Afrykanką. Co ciekawe, nie ma tu podtekstu rasistowskiego, raczej ciekawość , chęć spróbowania czegoś innego. Do Afryki licznie zjeżdżają też panie z Europy skuszone wizją wielkich przyrodzeń afrykańskich dżentelmenów. Wynajmują panów do towarzystwa nawet na kilka dni i korzystają z wakacji od życia. Za pieniądze można dostać tu wszystko. Afrykanki nierzadko decydują się na nierząd z powodu dramatycznej sytuacji materialnej – jednak tutaj nie ma przyzwolenia na prostytucję jak w przypadku Tajlandii. Prostytutki żyją w Afryce okryte złą sławą, poza nawiasem społecznym. Turyści bezceremonialnie wykorzystują tę sytuację dla zaspakajania swoich chorych zachcianek. Afryka jest kontynentem z największą ilością osób – nosicieli wirusa HIV. Korzystanie z usług seksualnych w lokalnych domach publicznych można tu zatem porównać z tańcem na chybotliwej linie.

Kontynentem, który wielu kojarzył się z natrętnymi podrywaczami i małżeństwami za wizy była Ameryka Południowa oraz niewielka Kuba – do niedawna królestwo Fidela Castro. Na argentyńskich, brazylijskich czy kubańskich deptakach na podstarzałe turystki wyczekiwali młodzi lowelasi, oferujący swe wdzięki, gotowi nawet poprosić o rękę za możliwość wyjazdu do kraju wybranki. Wiele Europejek nabrało się na taką szaloną, gorącą, południową miłość. Roznegliżowane ciała, zawracające w głowach drinki, zmysłowa południowa muzyka sprzyjały nawiązywaniu wakacyjnych romansów. Tajlandia i Afryka ze swoją ofertą seks usług wyparły jednak południowoamerykańską szkołę podrywu.

Współczesność daje nam nie tylko niesamowite możliwości, pozwala także przekraczać granice… niestety nierzadko są to granice dobrego smaku. Seks turystyka wydaje się jednym z takich właśnie przypadków. Znudzeni, bogaci ludzie Zachodu postanawiają zabawić się, wykorzystując ekonomiczne niedostatki mieszkańców krajów, gdzie przyzwala się na taki proceder. Zaskakujące jak łatwo jest takim ludziom na tydzień zmienić się w kogoś zupełnie innego, ulegać najbardziej ordynarnym fantazjom a następnie grzecznie wracać do swoich rodzin, pracy i na coniedzielną mszę. Kwestia etyczna to jednak nie wszystko. Seks turystyka to przede wszystkim bowiem zagrożenie dla zdrowia. Sam klient tajskich czy afrykańskich domów publicznych może mieć świadomość zagrożenia, jednak jego nie wiedząca o niczym żona już nie. Rak szyjki macicy, kiła, rzeżączka, HIV to nie nazwy egzotycznych drinków a wątpliwej jakości prezentów od cór Koryntu, z których usług żeśmy korzystali. Panie także powinny się zastanowić, czego tak naprawdę chce tunezyjski czy egipski lowelas wystający z bukietem róż pod naszym hotelowym balkonem.. na pewno nie jest to miłość do grobowej deski.

Seks turystyka na pewno będzie się rozwijać, przyjmować coraz to nowe formy, dlatego tak ważna jest samoświadomość, wiedza o zagrożeniach. Zwykle mądrzy jesteśmy dopiero po szkodzie, w tym przypadku jednak warto zastanowić się przede wszystkim, czy gra w ogóle warta jest świeczki. Jak sądzicie?