Sportowy seksizm

Sportowy seksizm

Można się spierać, która dziedzina sportu jest tą najbardziej „męską” jednak nie ulega wątpliwości, że sporo jest dyscyplin, do których kobiety dopiero od niedawna mają dostęp. Odkąd toczą się burzliwe dyskusje na temat równości płci, także i w świecie sportu zawrzało odnośnie tego, co kobietom wolno, a czego zdecydowanie nie.

Dziś, kiedy wydaje się, że właściwie we wszystkich dziedzinach życia mamy równouprawnienie, poletko zmagań sportowych nadal jest areną seksistowskich utarczek, czego potwierdzeniem jest chociażby niedawna afera piruetowa (w czasie trwania Australian Open Eugenie Bouchard udzielała wywiadu. Bezceremonialnie została poproszona przez dziennikarza o zaprezentowanie piruetu, co miało seksistowski podtekst) . Damsko – męskie relacje w skomplikowanym świecie zmagań sportowym zdecydowanie wymagają działań naprawczych.

Damskie ligi

Nie jest żądną niespodzianką, że ofiarami seksizmu w sporcie są przede wszystkim kobiety. Nie chodzi tutaj jedynie o prosty podział na „męskie” i „żeńskie” dyscypliny –który w większości przypadków został już przełamany, co spowodowało, że na całym świecie kwitną kobiece kluby piłkarskie, hokejowe, dziewczyny skaczą na nartach i boksują. Ciągle jednak „damskie” ligi są traktowane z przymrużeniem oka, raczej jako „babska fanaberia” aniżeli poważny sport. Tak do niedawna było np. w polskim żużlu – kobiety mogły jeździć, ale o licencji tylko pomarzyć. Chociaż teoretycznie od 2009 r. dziewczyny mogą być członkiniami klubów, pierwszą pełnoprawną licencję wydano dopiero w 2013 r. Klaudia Szmaj jest jedną z pierwszych ambasadorek przecierających szlaki innym miłośniczkom dwóch kółek.

Pieniądz vs płeć

Nawet jeśli dopuszcza się kobiety do pełnego uczestnictwa w życiu sportowym, trudno mówić o pełnej sprawiedliwości w podziale zysków. I nie chodzi tu o fizyczne możliwości „słabej płci”, ale o realne pieniądze i kontrakty. Doskonałym przykładem jest tenis ziemny.

Chociaż damski tenis cieszy się tak wielką popularnością, w kwestiach zarobków tenisistkom trudno dogonić kolegów po fachu. Co prawda eksperci (mężczyźni) podkreślają, że sumarycznie panowie spędzają więcej czasu na kortach, ale nie ulega wątpliwości, że piąte (!) miejsce na liście „płac” pierwszej kobiecej rakiety w 2013 r. – Sereny Williams to prawdziwa przepaść. Wyżej plasuje się co prawda Maria Szarapowa, ale dobry wynik finansowy zawdzięcza kampaniom reklamowym. Niestety, w przypadku kobiet – sportowców opłacane jest często przede wszystkim piękne ciało.

Niesmaczne żarciki na czasie

Wspomniana afera piruetowa to jedynie wierzchołek góry lodowej w świecie niesmacznych żarcików. Pokazuje to ilość kar, które płacą komentatorzy i dziennikarze za swoje seksistowskie odzywki. Kary wymierzono m. in. dziennikarzom Sky Sports, gdy skomentowali rzekomą „nieznajomość” zasad spalonego. Mowa była rzecz jasna o… sędzinie liniowej. Zawieszony został działacz angielskiego Football Association, który nie chciał dopuścić do sędziowania kobiet („których miejsce jest w kuchni”), a na nieprzyjemności naraził się trener Paris Saint Germain, gdy ironicznie odpowiedział na profesjonalne pytanie dziennikarki o nową taktykę.

Przykłady można mnożyć. Wiele osób uważa, że to nie seksizm, ale przesadna poprawność polityczna. Większość mężczyzn twierdzi, że to tylko „żarty”. Ale czy panie nie są sobie czasem sobie winne? Często same niestety prowokują szowinistyczne męskie zagrania. Króciutkie spódniczki, długie włosy, feeria barw i fasonów na kortach tenisowych i przed telewizorami zachęca do sprośnych myśli rzesze panów. Do tego rozbierane sesje w męskich magazynach. Granica rozpusty i dobrego smaku jest umowna, ale niekiedy skutki jej przekroczenia mogą być niepowetowane.